» Kalendarium 
» Duchowość 
» Tercjarka 
» Dziennik 
- 1916 - 1918
- 1919 - 1920
- 1921
» Powiedzenia 
» Nowenna 
» Multimedia 
» Beatyfikacja 
» Cierpienie 

 
 » Dziennik  » 1921

Rok
1921



(Piątek), 20 stycznia 1921.



Wskazanym
mi było dużo dusz nabożnych i danym mi było poznać
ich stan duszy bardzo smutny. Wielkie ich grzechy,
z których oni sobie nic nie robili. Widziałam, że
miłosierdzie
Boże jeszcze nad nimi
było, a one były bardzo zaślepione,
choć
duchowo... i księgę...



Sobota, (5 lutego 1921).



Sprawa
sumienia dnia 4 lutego. Sobota
58.



Dalszy objaw działania w duszy. Gdy dusza zrzeka
się
hojnie wszelkiego odczuwalnego, doświadczalnego uczucia miłości,
ufności, nadziei, a nawet wiary na rzecz ogołocenia

dla prawdziwej miłości, wtenczas dla prawdziwej odwagi
i
hojności duszy tego rodzaju wyzucia, wtenczas Pan Bóg
otwiera
jakby szerokie już nie drzwi, ale wrota, przed tego
rodzaju
oddaną Mu duszą i okazuje jej niepodległe odległości
puste,
nie zapełnione. Zdaje mi się, że na tę drogę brak dusz, bo każda dusza
najlepiej woli pragnienie choć coś jakiegoś
zapewnienia, a tu nie ma
nic a nic. Znikła wszelka pamięć,
że Pan Bóg wie o niej, że
ona istnieje. To jest jakby jakaś
studnia w duszy, a w
niej jedno echo da się słyszeć. A spo­
wiednik, znający drogi
Boże, ma dać duszy zapewnienie, czy
to droga i czy Boża. I
zdaje mi się, ma ją pocieszać odpo­wiednią radą, bo ona tu jest jak zupełna
wygnanka, nie ma­jąca żadnej przystani, rzucona w same niepewności. I to ma
być
dla niej droga.



Gdy Pan Bóg wprowadzi duszę w tę tak nieznajomą
drogę
i okaże jej, czego żąda od niej, dusza zdziwiona i
przerażona
tym, jakie trudności ją czekają, traci odwagę. I
jeżeli nie
zabierze…59



(Poniedziałek i wtorek, 7 i 8 lutego 1921).



Luty 1921, Dni ostatnie karnawału.



Jeden raz będąc u stóp Pana Jezusa rozwodziłam swoje
żale i myślałam, jak by się uwolnić z tych trudności, w
jakich
się w obecnej chwili znajdowałam. A Pan Jezus odezwał się do
mnie w te słowa: „Tak to pragniesz Mię pocieszyć i krzy­
wdy wynagrodzić?
Myślisz tylko, jak by się od krzyża uwolnić. I
to ma być twoja miłość i dla Mnie ofiara? I wynagrodzenie
za zniewagi, jakie Mi dusze zaślepione i bezbożne
zadają?"
O, takie mi Pan Jezus
czynił wyrzuty! Bardzo tym byłam
upokorzona
i zawstydzona.



            I
znów na drugi dzień, w jednej chwili uczułam bardzo
wielkie
zbliżenie Pana Jezusa i miło, a po ojcowsku prze­
mawiającego do
mojej duszy. Czułam, jak byłam oderwa­
na od ziemi i
zapomniałam o wszystkim i o wszystkich. Pan
Jezus i upominał, i
karcił, i do ufności wielkiej zachęcał,
i do cierpienia, i do
zupełnego o sobie zapomnienia. Mówił,
że jeszcze bardzo dużo
żąda ode mnie ofiary i by Mu się tak zupełnie oddać, ot tak, jak bym była tylko
sama na
świecie. W tej chwili taka otucha wstępowała w moją duszę
n
i jakby jakieś ukojenie. Zawsze o każdy
grzech jestem strofowana bardzo głęboko. I tak było mówione od Pana Jezusa:
„Duszo, pamiętaj, że ty
jesteś prochem i nicością, a nicości
nic się nie należy, a proch
może każdy zdeptać".



 



Czwartek, 10 lutego 192160



Raz, kiedy tak myślałam, jak by to się stać mogło,
aby się
moje życie skróciło, naraz zobaczyłam bardzo wielki i
gęsty
las,
a w nim śliczne drzewa. U tych drzew wisiały jakby prze­piękne kosze, napakowane nadzwyczajnymi kosztownościami, a u góry było bardzo dużo przecudnych jabłek i
kwiatów.
Pakunki drogocenne oznaczały
symbol długiego życia a cno­
tliwego i zupełnie pogodzoną duszę z wolą
Bożą, a jabłka tak piękne oznaczały owoce
tego życia. I takie miałam rozu­
mienie,
że takie ma być moje życie, choćby było najdłuższe.
O, co za niepojęte udręczenie! Że każda chwila to
jakby jedna
jedyna rana, zadana nowym
ciosem!.



Luty, środa61.



Dziwna to rzecz, że ja, wobec całej nędzy i
przeróżnego
rodzaju grzechów i niewierności czuję niepojęte
pragnienie
-jak najprędzej połączyć się z Panem
Bogiem—Jezusem.
I często bardzo czuję wielki ciężar tego życia i
dziwnie od­
czuwam to wygnanie, a szczególnie jak Pan Jezus tak
bardzo
duszę moją miłością zapali i do Siebie pociągnie i
dziwnie
zachęca, ażeby ustawicznie z Nim była. To jak małe pacholę,
to znów jako Pan rządzący światem. A wtenczas ją do wiernej
i
godnej służby zachęca, ażeby ustawicznie z Nim była.
A
dusza podczas tego jasno sobie zdaje sprawę ze swojego
życia,
tak bardzo zachęcona do wielkich umartwień i ostrego
życia.



I znowu innym razem ukazał się Ukrzyżowany i bardzo cierpiący.
A tak zapewniał, że tylko ten widok ma mnie do
Niego przykuć i że
tylko On, tak cierpiący, ma być moim
celem. I dusza dziwnie
była zgodzoną i zdecydowaną pójść
tylko tą drogą. I to
miało być jej szczęściem i zupełnym
zadowoleniem.



W czasie spoczynku.



Często też Pan Jezus zrywa duszę i woła do Siebie,
jak by
szukał u niej jakiegoś schronienia i odpoczynku na
widok
zniewag  i niewdzięczności ludzkiej,  jak 
się  wyrażał, czy
żalił, czy zwierzał ze Swoim cierpieniem. I
równocześnie
daje duszy odczuć, co
Sam cierpi i zachęca do współczucia.



 



Marzec
1921.



Gdy tak bardzo a bardzo ubolewałam, że ja musze
usta­
wicznie w domu być, raz w nocy ukazał mi się Domek Nazaretański,
a w nim Pan Jezus, Matka Boska i święty Józef.
Wszyscy byli to
pracą zajęci, to modlitwą, a szczególnie
bardzo wielkim
skupieniem. I tak mi było powiedziane:
„O patrz, jak ta rodzina
święta jest skupiona i Panem Bogiem zajęta, choć nie chodzi do kościoła. Tak i
życie twoje ma być
urządzone i tak masz być skupioną i spokojną".



(Wtorek), 15 marca (1921).



Często bardzo tak bywa, a to mi się ciekawym wydaje,
że
w jednej chwili tak straszne pokusy, a zaraz poza tą
chwilą
tak
wielkie i bliskie zjednoczenie z Panem Jezusem i nadzwy­czajna modlitwa, czując stan duszy zupełnej niewinności...



A   innym  
znów   razem,   jest 
znów   zupełne zwątpienie o         wszystkim, w najwyższym stopniu. A poza
tą chwilą słyszeć się daje słowo, któremu trudno uwierzyć, bo nie wiedzieć skąd
pochodzi. O takie słowo: „Ty jesteś
upodobaniem mojego
serca, ty jesteś
jedynym przedmiotem mojej miłości". I od­
czuwa się doświadczalnie tak wielką miłość.



(Środa), 16 marca 1921.



To znów innym razem odczuwa się w najwyższym
stopniu zniewagi, jakie Pan Bóg znosi od ludzi złej woli i czuje się
nadzwyczajny
pociąg do cierpienia w celu wynagrodzenia
i pocieszenia
Pana Jezusa.



Czasem tak się poważnie nad tym zastanawiam, kto też
to
tak wielkie pragnienie cierpień w duszy mojej początkuje. Czy
to też duch dobry? Pan Jezus ma tak dużo osób zakon­
nych.
Czyżby to żądał od osoby świeckiej i to tak niedosko­nałej ofiary dla
wynagrodzenia? I tak mi się wydawało jasno,
że tak jest, że w
dobroci Bożej tak mnie Pan Jezus zachęca do cierpień i że to jest największa
łaska i że do tego daje odczuć swoje cierpienie.



Marzec 1921. Wielki Tydzień62
cały i post.



Straszne udręki co dzień to większe, a w Wielki
Tydzień
największe. Pokusy najstraszniejsze, a udręczenia jeszcze straszniejsze,
a żar miłości równy, ale niedostrzegalny. Poznanie męki Pańskiej nadzwyczajne,
ale innym sposobem. Ogień
palący i ogień gaszący większym
żarem ognie poprzednie.
Oto jest obraz męki w głębi duszy.
Miłość Boża dziwnie po­
ciągająca, ale w sposób odmienny. Dusza ustawicznie
Bogiem przejęta, ale tak jak ogień gaszony
sprawia nową mękę, tak
Pan Bóg w duszy będący sprawia też samą mękę.
Gwałtowny ucisk, smutek, tęsknota, a każda
myśl lepsza sprawia nową
mękę, nowy
ucisk co dzień to większy.



(Poniedziałek), 4 kwietnia 1921.



Dwa tygodnie najstraszniejszych walk i pokus, i prze­różnych,
najstraszniejszych cierpień.



Piątek, 8 kwietnia 1921.



Słowa wielkiej doskonałości. Miłosierdzie Boże daje
tak
wielkie i niepojęte łaski. Tak było strofowane z dziwną dobrocią,
że ja jeszcze się pytam, czyj to głos tak mnie za­
chęca
do cierpienia? A że to nadzwyczajna dobroć Boża
i miłość, która
się nie zraża, choć nic nie umiem cierpieć.
I że to sam Pan Jezus.
Że ja bym sama sobie nie mogła
wzbudzić takiego pragnienia do
cierpienia.



O godzinie wpół do dziesiątej wieczorem nastało pewne
uciszenie strasznych namiętności, a siódmego kwietnia, we czwartek, o godzinie
wpół do jedenastej przepowiedział to
uciszenie sam Pan Jezus.
Teraz coraz lepiej rozumiem, jak
bardzo ważna to rzecz
oddalić się od świata ciałem, sercem
i umysłem, i duszą, a
wtenczas można poznać niepojęte
rzeczy. To jest zupełnie
inna sfera życia duchowego, ale wy­
mówić o tym nic nie potrafię, bo to jest
przepaść i bezdenność.



Sobota, 9 kwietnia 1921.



Straszne boleści i udręczenia duszy, a równocześnie
nad­
zwyczajna
gorliwość i niepojęta miłość Boża. Gorliwość do zupełnego wyniszczenia siebie.



Były
takie słowa: „Weźże, weź ten krzyż, który masz i idź

drogą"!



Pomimo tego, że nic nie umiem cierpieć, ale tylko w
cier­
pieniu znajduję prawdziwy, głęboki pokój i czuję, że
jestem
tam,
gdzie mnie Pan Bóg woła. W cierpieniu jest całe moje ukojenie.



Niedziela, l maja 1921.



Piszę, jak jest obecnie w duszy mojej. Tak jest...
Nic mnie
nie
zajmuje i nic nie pocieszy, ani rzeczy najświętsze. Wszystko mnie zniechęca, wszystko odtrąca. Każde
cierpienie srogo
rani. Wszystko mnie
smutkiem napełnia... I zdaje mi się,
że
jeżeli mam dłużej żyć, to tylko na to, aby jak najwięcej
cierpieć. A pocieszyć mnie nie może nic, tylko
pragnienie
śmierci i śmierć.



(Poniedziałek), 30 maja 1921.



Rozważywszy życie swoje, zdaje mi się, że jestem tu, gdzie mnie od maleńkości Pan Bóg wołał, bo jak tylko
dobrze
świat poznałam, czułam szalony
pociąg do cierpienia i do ubóstwa. I tak w duszy czułam zawsze od dziecka, że
tylko
będąc w najwięcej poniżonym
stanie odpowiem łasce Bożej.
I
dlatego obrałam dobrowolnie stan służącej, być służącą,
wzgardziwszy
wszelkim szczęściem, które mi się nastręczało; ufna, że w tym stanie tak upokarzającym odpowiem żądaniu Bożemu.



Stąd też wynika, że powinnam szczerym sercem w praktyce ukochać wszelką nędzę, jaka mi się teraz nastręcza,
aby móc
lepiej pociągowi pierwszej z
młodych lat gorliwości odpo­wiedzieć. A tym bardziej powinnam się starać łasce
tej odpo­
wiedzieć, że cokolwiek w
życiu miałam do znoszenia, choć
to
było bardzo ciężko, tom zawsze tak czuła, że i więcej jesz­
cze Pan Bóg
od duszy mojej żąda, pomna na te słowa, że: „nie wyście mnie wybrali, ale jam was wybrał..."
63



Widzę z tych słów, że widocznie Pan Bóg mię do tej
drogi
już od maleńkości przeznaczył. I czuję to, że mi
absolutnie
nie wolno pragnąć łatwiejszej drogi, żeby przez odpo­wiadanie
tej wielkiej łasce, wypełniły się na duszy mojej te
słowa:
„Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie
i szczęśliwe
uszy, które słyszą rzeczy te, które wy słyszycie…
64



Poniedziałek, 6 czerwca 1921.



Wskazówki
na drodze przez czas życia, które Pan Bóg
tu na świecie
pozostawił.



1. W przeróżnego rodzaju potyczkach co do
przykrości
(doznanych)65
od ludzi, zachować stanowczość, energię
umiarkowaną, o ile
możności cichość, cierpliwość, powol­
ność, spokój,
wyrozumiałość dla drugich, a o ile możliwe
żądać sprawiedliwości. A
jeżeli tak sobie w tym wszystkim postąpię, to
ponadto zdać się zupełnie na Pana Boga i starać
się wszystkimi siłami nie dopuszczać do duszy żadnego roz­goryczenia.
Pamiętać szczególnie na to, że z tego się składa
życie na świecie duszy
chrześcijańskiej — i drugie, że to jest moja
droga i cel mojego życia, a tak myśląc będę mogła spo­
kojniej wszystko przyjmować
i z większą korzyścią dla mojej duszy, żebym sobie w godzinę śmierci mogła
powiedzieć: „wszystko wykonało się".



(Wtorek), 7 czerwca 1921.



Tak mi się zdaje, że ponad wszystkie łaski Boże to
jest ta
największa łaska i ocenia się wtenczas wszystkie łaski:
— kie­
dy
się dusza mężnie potyka. A wszystkie inne łaski to są tylko na to, aby duszę przygotować i umocnić do krzyża. A
naj­
większe umocnienia to wtenczas
dusza nabywa, kiedy się
mężnie
potyka...



Tak mi się zdaje, że Pan Bóg żąda ode mnie tej ofiary,
że
ja mam taka chora choć czasem pójść do kościoła. Ja w tym
czuję szczególny pociąg i bardzo wielki zapał. Zdaje mi
się,
jest on czysto duchowy.



Środa, 8 czerwca (1921).



Objawienie
stanu duszy.



Jest tak, zdaje mi się, że cierpienia pochodzą z miłości Bożej,
a dotknięcie miłości jest jakby przygotowaniem duszy
do
strasznych cierpień, pochodzących z nowych udręczeń,
które
Pan Bóg dopuści, ale tylko za przyzwoleniem dobro­
wolnym
duszy. Bo w każdej chwili większego skupienia daje
się
słyszeć taki głoś: „Odważnie i mężnie oddać się Panu
swojemu".
Ale w słowach tych daje się odczuć bardzo bliska
obecność Boża i
nadzwyczajna dobroć Boża.



(Tegoż dnia). Środa godzina 9 i 10.



Nadzwyczajny promień miłości Bożej uderzający
duszę,
miażdżący i kruszący ją aż do gruntu. Przedtem nawiedzenie
wielką pokusą, później zapał miłości. Przy takim świetle zobaczyła
dusza, jak nisko stoi wobec tak nadzwyczajnego
oświecenia,
jakiego jej Pan Bóg udziela i uczuła nadzwy­
czajną gorliwość na
drogę miłości ofiarnej. Ale z drugiej
strony straszna obawa,
czy da radę pójść, na widok niewier­
ności, jakich się
dopuściła. Dusza przerażona i zdziwiona widokiem swojej nędzy i dobroci Bożej,
poczyna jakby
martwych powstawać z grobu. Ale jeszcze nie do
chwały,
ale do nowych cierpień i ofiar dla Boga. Czuje zapał nowej
gorliwości, daleko doskonalszej jak dawniej, ale nie umie nic

postanowić beż poradzenia się Pana Boga.



 



Drugi
tydzień czerwca
66.



Ustawiczny żar miłości Bożej, pragnienie Pana Boga i
cierpienie dla Pana Boga. Ustawiczne cierpienia za miło­
waniem
Pana Boga. Święta bojaźń, tęsknota w najwyższym
stopniu za Panem
Bogiem, to znów strach przed sprawie­
dliwością.



Niedziela, 12 czerwca (1921).



Kilka godzin adoracji pod postacią ukrytego Pana
Jezusa,
objawiającego w nadzwyczajny sposób swoją obecność i
miłość.



Poniedziałek i wtorek, 13 i 14 czerwca (1921).



Dobroć
Boża skłoniła się tak bardzo do nicości, że nicość została przypuszczona do największej, najczulszej miłości od godziny dziesiątej wieczorem do godziny ósmej
rano.
W czasie tym byłam na tyle przytomna, żem pamiętała, że spowiednik nie pozwala być w kościele i to jeszcze
tak
długo. Ale Pan Jezus tak
powiedział — słowa te były wyra­
żone
z dziwną dobrocią najlepszego Ojca: „Duszo moja uko­
chana, nie bój się! Ja to sprawię, że ty zakazu
spowiednika
nie przestąpisz, bo pobyt
twój u stóp Moich nie jest ten, na
który
spowiednicy pozwalają, albo nie pozwalają".



Z tego doświadczenia zostałam w nadzwyczajny sposób
Komunią świętą posilona i do walki wzmocniona, i wiele
pouczona,
że mam być tak pokorna i przykładna, i dla
drugich wyrozumiała, a
dla siebie surowa i zupełnie za­
marła. Ażeby się nigdy
niczego nie lękać, bo Pan Jezus Sam
wszędzie, Sam będzie
moją obroną, jak będzie tego po­
trzeba. Tak mi się zdaje,
że mię tak dziwnie opuścił ten
lęk i strach, i taka się uczułam
wzmocniona i pokrzepiona
na duchu, ale na ciele fizycznie
bardzo słaba, więcej niż



licznik odwiedzin - 22692792        | mapa strony | © 2005-2010
Utworzono w systemie darmowe strony www EntroCMS